Cały weekend dla nas! Spędziliśmy go u niego. Prawie nie
wychodziliśmy z łóżka przez trzy dni. Tak rzadko mamy czas tylko dla siebie.
Czekałam na to od dawna. Chciałam wreszcie czuć go w sobie długo i namiętnie.
Nie tylko przez chwilę, w pośpiechu, między codziennymi zajęciami. Tryb życia
współczesnych ludzi, w tym też mój własny, czasami mnie przeraża. Często nie
mamy nawet czasu ani siły na seks. Kilka zdawkowych dotyków, mijając się w
drzwiach, to zwykle wszystko, na co możemy sobie pozwolić. Tak łatwo jest
znudzić się sobą, oddalić od siebie. Brakuje fizycznego kontaktu,
zaangażowania, bycia ze sobą. Wchodzimy i wychodzimy. Ciągle spieszymy się
gdzieś, biegniemy, jakbyśmy od siebie uciekali. A teraz? Teraz nareszcie
mogliśmy nacieszyć się sobą. Zrobić wszystko to, na co tylko mieliśmy ochotę.
Dzień i noc. Tylko chwile na sen. Czasem któreś z nas zakrzątnęło się w kuchni
zupełnie nago. Jedliśmy bez ubrania, wciąż spleceni ze sobą w uścisku. Przerwa
na poranną i popołudniową kawę. Co jakiś czas odprężający papieros w łóżku.
Szampan, spijany z mojego brzucha, podobno smakował mu doskonale. To był czas
błogiego lenistwa, niekontrolowanego szaleństwa i spełniania marzeń. Szkoda, że
takie dni zdarzają się rzadko.
Dotąd wydawało mi się, że moje fantazje powinny pozostać w
sferze prywatności. Uważałam, jak większość moich koleżanek, że są czymś bardzo
osobistym, intymnym. Nie lubiłam mówić o nich komukolwiek. Nie miało to nic
wspólnego ze wstydem. Po prostu wydawało mi się, że owiane tajemnicą, są
piękniejsze, ciekawsze i bardziej fascynujące dla mnie samej. Bałam się, że
kiedy zdradzę je komuś, utracą swój urok. Nie chciałam pozbawiać ich tej
magicznej aury, którą zyskiwały dzięki temu, że były tylko moje. Mając stałego
partnera nie opowiadałam o moich marzeniach nawet jemu. I to był błąd! Od
pewnego czasu czuję potrzebę szczerego mówienia o tym, co rodzi się w mojej
głowie. Opisywanie fantazji z ich najdrobniejszymi szczegółami rozładowuje
napięcie. Rozmawianie o nich z kochankiem dodaje zbliżeniu pikanterii, wzmaga
rosnące podniecenie. A może on również będzie chciał urzeczywistnić te
erotycznewyobrażenia? Może opowie mi o
swoich? A wtedy ja pomogę jemu, a on mnie. Nasze marzenia nie są przecież
nieosiągalne. Da się je zrealizować przy odrobinie otwartości i dobrej woli. A
jeśli zareaguje inaczej? Jeśli nie będzie potrafił tolerować mojej bujnej
wyobraźni? Cóż... Trudno. Widocznie nie jest odpowiednim partnerem dla mnie.
Postanowiłam popuścić wodze fantazji.
Uwielbiam pieścić go ustami. Samym koniuszkiem języka wodzić
po główce penisa. Powoli, bez pośpiechu. Mamy przecież czas. Nasz czas, który
trzeba wykorzystać jak najlepiej. Tak rzadko mamy go tylko dla siebie.
Delikatnie obejmuję go wargami i wsuwam do ust. On to uwielbia. Kocha te moje
spokojne, niespieszne ruchy. Nie zamykam oczu. Lubię wpatrywać się w jego
twarz, gdy zaczynam ssać coraz bardziej zdecydowanie. Obserwuję jak zmienia
wyraz, jak pojawia się na niej ta charakterystyczna błogość. Ssę i liżę na
przemian. Liżę i ssę. Wciąż wpatruję się w niego z zadowoleniem. Uśmiecha się,
jego oczy zachodzą mgłą. Dłonią pieszczę miękką skórę jąder. Nie zbyt mocno.
Tak jak lubi. Szybkimi ruchami warg i języka doprowadzam go prawie do szczytu.
Widzę to w jego oczach, czuję w naprężających się mięśniach, słyszę w
przyspieszonym oddechu. Intuicyjnie odgaduję, że jest blisko. Wtedy zwalniam.
Nie pozwalam mu skończyć zbyt szybko. Chcę by rozkoszował się jeszcze moimi
sprawnymi pieszczotami ust, które czynią cuda. Rozpiera mnie duma. Jestem panią
sytuacji. Ode mnie zależy wszystko. On jest ode mnie uzależniony. Choć wcale o
tym nie wie, nie zdaje sobie z tego sprawy. Przez chwilę skupiam się wyłącznie
na główce. Nagle pozwalam mu wsunąć się głęboko, niemal do samego gardła. Jęk,
który wydobywa się z jego ust cieszy mnie. Jestem artystką, wirtuozem męskiego
ciała. Niech pozna moją sztukę. Obejmuje moją głowę dłońmi i przyciska do
siebie. Ciepła sperma zalewa mi usta. On chce się wycofać, ale nie pozwalam mu
na to. Wsysam każdą kroplę, oblizuję dokładnie tuż po wytrysku. To czyni mnie
jego boginią. Wiem, że teraz mam nad nim władzę i zamierzam z niej skorzystać.
Teraz jego kolej!
Dziękuję za wasze głosy uznania, cieszę się, że podoba się wam to co piszę. Ostatnio robię się coraz śmielsza w kontaktach, pewne rzeczy się goją... Było nie było tak mi przyszło na myśl, że:
Faceci mają mnóstwo obsesji. Kolejna z nich to seks oralny z
tzw. połykiem. Nie wiem dlaczego, ale ogromną przyjemność sprawia im fakt, że
mogą wytrysnąć do ust kochanki. Cóż... Niby tacy prostolinijni, a jednak trudno
ich zrozumieć. Tutaj pojawia się jednak pewien mały problem. Nie każda kobieta
to lubi. Dla panów jest to oczywiście mało istotny szczegół. Mnóstwo dziewczyn
połyka spermę tylko po to, by usatysfakcjonować swojego mężczyznę. Zmuszają
się, chociaż im nie sprawia to żadnej przyjemności. Przeciwnie – sperma po
prostu im nie smakuje. Ale taka już niestety kobieca natura. A wy, panowie?
Pomyśleliście o tym czasem? Zapytaliście o to partnerkę? Spróbowaliście zrobić
cokolwiek, żeby nie czuła z tego powodu dyskomfortu? Nie tylko wam ma być
dobrze! Satysfakcja powinna być obustronna. Jaki sens mają pieszczoty, które
dla kobiety są tylko przykrym obowiązkiem? Przecież podobno istnieją sposoby na
poprawienie smaku spermy. Słyszałam, że działa tak sok z ananasa albo cytrusów
czy też czekolada. Może warto spróbować, a potem spytać kochankę o wrażenia?
Gorzej, że najbardziej nieprzyjemnie sperma smakuje po wszystkim tym, co
mężczyźni lubią najbardziej: papierosach, kawie i alkoholu...
Pokój pełen luster. Dreszcz podniecenia. Wszystko widoczne
tak dokładnie. Mogę przyjrzeć się najdrobniejszemu szczegółowi. Widzę gdzie
podążają jego dłonie zanim jeszcze poczuję ich dotyk na swojej skórze. Oglądam
nasze splątane ciała ze wszystkich możliwych perspektyw. W każdym z odbić
wyglądają inaczej. To niesamowite! Nie zdawałam sobie sprawy, że można czerpać
z tego tyle radości. Wypróbowujemy kolejne, coraz bardziej wymyślne pozycje.
Obserwuję to i stopniowo rozpalam się mocniej. Czuję się jak w filmie. Jak
gdybym oglądała siebie samą w porywających, intymnych scenach. Specjalna
projekcja tylko dla nas dwojga, w trójwymiarze. Widzę i czuję jednocześnie.
Jestem postacią filmową, aktorką i uczestnikiem wydarzeń. Uczę się przeżywać
doznania w pełni, wszystkimi zmysłami. Czasami wydaje mi się, że to nie ja, ale
ktoś łudząco do mnie podobny. Może tam, w lustrach, inne pary oddają się
miłosnym zabawom. Tak samo jak my tutaj, w samym centrum wydarzeń. Spoglądam w
moje ulubione, to wiszące na suficie, nad naszymi głowami. Widzę wszystko z
lotu ptaka. Najdokładniej jak tylko się da. Jestem uważnym obserwatorem. Mój
wzrok musi złowić jak najwięcej, zanim oczy zajdą mgłą, a myśli odpłyną gdzieś
daleko, w krainę rozkoszy.
Słodka uczta zmysłów.
Szwedzkie stoły naszych ciał smakują najlepiej. On zlizuje bitą śmietanę z
każdego centymetra mojego ciała. Co jest słodsze – biały, kremowy puch czy ja?
Co jakiś czas wyjmuje, ze stojącego niedaleko pucharka, soczystą truskawkę. Moczy
ją w śmietanie, owoc delikatnie łaskocze mój brzuch. Czasem trzymając za ogonek
ciemnoczerwoną, lekko wilgotną czereśnię, szybkim ruchem muska nią wewnętrzną
stronę moich ud. Polewa moje piersi i ramiona płynną, ciepłą czekoladą. Spija
ją ze mnie i ze smakiem oblizuje usta. Drżę pod każdym dotykiem jego warg i
języka. Układam sobie dwa owoce na piersiach, a on zachłannie zdejmuje je
zębami, podgryzając przy tym nieznacznie moje sutki. Zastanawiam się jak będą
smakowały lody waniliowe z jego klatki piersiowej. Wyciągam rękę. Mam ochotę na
lekki powiew egzotyki. Biorę z miski kiść zielonych winogron. Przysuwam do jego
warg. Śmieję się z rozbawieniem, gdy próbuje złapać owoc. Je mi z ręki. Bawię
się obserwując, jak winogrona wesoło dyndają w powietrzu, uciekając, wypadając
mu z ust, gdy już je prawie ma i próbuje przygryźć. Wreszcie obrywam jedną,
niewielką kulkę i kładę mu na języku. Palcami obrysowuję jego wargi. Potem on
zanurza dłoń w słoiku miodu. Nabiera trochę złocistej, lepkiej, półpłynnej
substancji. Smaruje nią moje najintymniejsze miejsca. Rozprowadza po skórze. A
potem koniuszkiem języka zlizuje z nieznaną mi dotąd namiętnością. Spokojnie,
powoli oczyszcza moje ciało, które nigdy jeszcze nie smakowało tak słodko. Mam
wrażenie, że chciałby zjeść mnie całą. Ale teraz moja kolej. Teraz ja zobaczę
czy moje ulubione łakocie z jego ciała smakują inaczej
Nigdy nie zrozumiem facetów... Większość z nich ma obsesję
na punkcie wielkości własnego penisa. Im dłuższy i szerszy, tym lepszy. Stanowi
to jakąś dziwną, zupełnie niepojętą dla mnie, sprawę honoru. Chwalą się tym,
jakiego mają wielkiego. Rywalizują ze sobą nawzajem. Są nieszczęśliwi i wpadają
w kompleksy, gdy ich męskość wydaje im się niedostatecznie duża. Zachowują się
jakby właśnie od tego zależała cała ich atrakcyjność. Wydaje im się, że dla
kobiet jest to równie ważne. Owszem. Istnieją pozycje, które dla małych
rozmiarów penisa są niedostępne, albo przynajmniej trudne do wykonania. Ale to
przecież jeszcze nie tragedia! Dla nas nie tylko to ma znaczenie. Rezygnacji z
kilku możliwości nie odczujemy przecież jako straszne, dramatyczne wyrzeczenie.
A tak niestety wydaje się naszym panom. Przy tak ogromnym wyborze, jaki dyktuje
nasza wyobraźnia, zawsze znajdzie się nieskończenie wiele ciekawych opcji do
wypróbowania. Dobry kochanek to taki, który potrafi sprostać wymaganiom kobiety
na miarę swoich możliwości. Znalezienie na to sposobu samo w sobie jest już
wyczynem. Zwłaszcza, jeśli natura nie wyposażyła delikwenta akurat tak hojnie,
jak wielu innych. Uwierzcie mi na słowo, nie potrzeba monumentalnych rozmiarów,
by dobrze stymulować partnerkę. Nawet mały penis potrafi czynić cuda, jeśli
tylko jego właściciel umie wykazać się imponującymi umiejętnościami i
wystarczającą dozą fantazji.
Kolejne spotkanie w babskim gronie za mną. Jak zwykle było nas siedem, wieczór dość mocno zakrapiany alkoholem i oczywiście te nasze sprośne rozmowy. I znów nasłuchałam się kolejnych rewelacji. Porcelanowe księżniczki – moje koleżanki - zaczynają mnie przerażać. Zastanawiam się kto z nas tak naprawdę jest dziwny. Czy ja z moim naturalnym podejściem do różnorodnych zabaw, wymyślnymi marzeniami i brakiem oporów, czy one z tą ich delikatnością, obrzydzeniem do wszystkiego i manią bycia poniżanymi. Dowiedziałam się, że kolejną rzeczą, jaka stanowi straszliwą obelgę dla większości z naszej siódemki (wyłamałyśmy się tylko we dwie) jest wytrysk na twarz. Świadczy ich zdaniem o braku szacunku. Nie bardzo rozumiem jaki to ma związek... Chyba, że mają partnerów kretynów, którzy lekceważą je też w życiu codziennym, a potem w sypialni robią co chcą na siłę, wbrew ich woli. Dodatkowo dziewczynki panicznie boją się zachlapania sobie oczek i nosków. Wmawiają sobie, że dostaną zapalenia spojówek i będą miały problemy z cerą. Przyznam, na początku też miałam opory. Ale kto nie spróbuje, ten się nie dowie czy coś lubi czy nie. Ja nie żałuję, że kiedyś dałam się na to namówić byłemu już chłopakowi. Zawsze lubiłam kontakt ze spermą. Chętnie wcierałam ją sobie w ciało, rozsmarowywałam po brzuchu i piersiach, oblizywałam się ze smakiem przy finiszu w ustach. Okazało się, że jej obecność na twarzy niczym się nie różni. Jest tak samo przyjemnie lepka, na początku ciepła, a potem orzeźwiająco chłodna.
Ostatnio zastanawia mnie dlaczego tyle kobiet nie lubi
seksu oralnego. Mam znajome, które wzięcie penisa do ust traktują jak coś
uwłaczającego. Na propozycję mężczyzny reagują impulsywnie, czują się urażone.
\"Ja nie jestem taka\" – mówią. Zachowują się, jakby rzeczywiście było
w tym coś obraźliwego, hańbiącego. Zupełnie tego nie pojmuję. Już bardziej
rozumiem dziewczyny, które po prostu nie lubią smaku spermy. Ale żeby brzydzić
się dotknąć męskiego członka ustami? Co jest w tym takiego nieprzyjemnego? Zwłaszcza,
gdy chodzi o stałego partnera, z którym przeżyło się już wiele lat i którego
się kocha. A i takie przypadki znam. A miłość francuska to taki piękny sposób
na okazanie bliskości. I nawet tak ładnie się nazywa. Wcale nie musi kojarzyć
się z poniżanymi kobietami z ostrych scen filmów pornograficznych. Nie każdy
lubi wymyślne i pikantne zabawy, to zrozumiałe, ale uprawiać seks oralny można
przecież na tyle różnych sposobów. Jeśli ktoś preferuje delikatne i pełne
uczucia zbliżenia, łatwo przekona się, że tak właśnie można dać partnerowi
wiele czułości. Jeśli tylko mężczyzna jest czysty i zachowuje właściwą higienę,
naprawdę nie ma się czego brzydzić. Ja tam nie mam nic przeciwko. Powiem
więcej. Lubię seks oralny. Wbrew pozorom, jeśli ma się pozytywne nastawienie,
nie jest on miły wyłącznie dla mężczyzny. Kobieta też może czerpać z tego
przyjemność. Mnie na przykład bardzo wiele satysfakcji daje obserwowanie
reakcji partnera i fakt, że to dzięki moim umiejętnościom jest tak podniecony.
Ostatnio, po pewnej rozmowie w gronie bliskich znajomych,
zaczęła zastanawiać mnie kwestia układów w trójkątach. A konkretniej – reakcje
ludzi na poszczególne możliwości. Kiedy mężczyzna chce spróbować trójkąta z
dwiema kobietami jest to całkowicie naturalane i nikogo nie dziwi. Gdy jednak
kobieta ma fantazję dotyczącą jej samej i dwóch kochanków, od razu odzywają się
głosy oburzenia albo przynajmniej szczerego zdumienia. \"Jeden jej nie
wystarczy?\" - krzyczą – \"Po co jej aż dwóch\"? A ja zapytam, czym
różni się pierwszy, wymieniony przeze mnie układ, od drugiego? Dlaczego
normalna jest sytuacja, gdy facet ma ochotę na dwie partnerki jednocześnie, a w
drugą stronę wywołuje to już całkowicie inne reakcje? Mi pachnie to
jednoznacznie staroświeckim, ciemnym sposobem myślenia. Wygląda to dokładnie
tak, jak kiedyś uważano, że mężczyzna mający wiele kochanek jest tym bardziej
pociągający i udowadnia swoją wartość, natomiast kobieta lubiąca zmieniać
partnerów jest zwyczajnie łatwa i puszczalska. A niby czemu my miałybyśmy
odmawiać sobie spełniania własnych pragnień?