Koleżanka ze szkoły... cz.1
Pewnego dnia spotkałem przypadkiem na dworcu Agatę, dawną koleżankę ze szkolnej ławki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że spotkałem ją w Amsterdamie, gdzie mieszkam, a do szkoły chodziliśmy w Polsce, w Żorach. Zapytałem ją co robi w Holandii. Odpowiedziała, że właśnie przyjechała tu za pracą. Rzeczywiście, ciągnęła za sobą ogromne torby. Pomogłem jej je nieść i zaproponowałem, żeby do mnie wpadła, ponieważ miałem niewielkie mieszkanie blisko niedaleko. Agatka skorzystała z zaproszenia. Po drodze opowiadała mi, że właściwie to przyjechała tu bardziej dla przygody niż dla pieniędzy. Nie miała rodziny, obowiązków, więc postanowiła zaznać życia na emigracji. Okazało się, że przyjechała "w ciemno" i musi wynająć jakiś pokój. U mnie jeden pokój stał pusty a zresztą chciałem zabrać się za szukanie lokatora. Zaproponowałem więc Agacie mieszkanie u mnie. Wstępnie zgodziła się.
Weszliśmy do mego lokum. Zaprosiłem Agatę do pokoju, zrobiłem herbatę i zaprowadziłem ją do jej nowego pokoju by się rozpakowała. Sam wróciłem do mego pokoju i zacząłem czytać gazetę. Po paru minutach stanęła przede mną Agatka z pejczem w dłoni. Ach! Zapomniałem opróżnić szafę z akcesoriów do sex-zabaw, które kolekcjonowałem.
Agata zapytała zalotnym głosem: lubisz takie zabawy piesku? Odpowiedziałem, że tak, nie wiedząc o pasji koleżanki. I to było ostatnie tego dnia wypowiedziane przeze mnie słowo, bo wtem spadł na mnie pejcz Agaty. "Nie mów ani słowa, gnoju!" - rozkazała. "Na kolana!" Posłusznie wykonałem polecenie pani. "Posłużysz mi teraz jako kibel, durniu! Otwieraj gębe!" Otworzyłem buzie a ona rozpieła rozporek, zsunęła majtki i prysnęła złotym strumieniem wprost do mej twarzy. Z trudem przełykałem obfite łyki, wiedząc, że gdy coś się wyleje, pani nie popuści mi tego. Gdy skończyła, powiedzała: "Dziś będzie lekko, nie muszę cię męczyc, ustalmy tylko, że od dziś, pracujesz na me utrzymanie, wykonujesz wszystkie moje polecenia i służysz mi za kibel! Zrozumiane?" Kiwnąłem głową, wiedząc, że nie mogę się odzywać. Następnie pani kazała mi się rozebrać. Zrobiłem to szybko i znów uklękłem. "Teraz coś przyjemnego" Powiedziała drwiąco i wróciła po chwili z zapaloną świecą. Wsadziła mi ją w buzię, tak aby wosk kapał na moją stojącą pałę. Kazała mi to robić aż świeca się stopi. Wosk sprawiał straszny ból, coraz to nowy. Trwało to przez 1, 5h, pani w tym czasie oglądała film. Potem związała me ręce i na dobranoc kopnęła w dupę. To był pierwszy dzień mej służby...