Kumpela
Miałam kiedyś fajną koleżankę, miała nieprawdopodobnie zgrabne nogi, nikt takich w szkole nie miał:), reszta była ogromnych rozmiarów. Piersi, które falowały przy każdym jej ruchu, miała największe jakie do tej pory widziałam, biodra i brzuszek obfite. Była piękną kobietą mimo swojego rozmiaru, ponieważ miała w sobie niesamowity sex. Jej iskrzące spojrzenie, kunsztowne teksty na pograniczu autoironi, pomieszanej z żartem. Jednym słowem inteligentna, sexowna bestia. Opowiem wam pewną przygodę, w której pośrednio niechcący uczestniczyłam, bo ja mam talent do pakowania się w tarapaty:)Te jednak były bardzo, bardzo przyjemne... W klasie Malwina była naszą ukochaną maskotką, każda z nas przychodziła się wypłakiwać z kłopotów miłosnych, na jej mięciutkim, obfitym biuście, który koił najgłębsze rany:) Pewnego dnia, mnie przyszło się wypłakać, rzucił mnie facet po półtorarocznym byciu razem, a sami rozumiecie, jaka to tragedia w wieku lat 19:) Postanowiłyśmy na pocieszenie pójść do naszej ulubionej cukierni, by słodkości wygoniły wszystkie złe emocje. Ja zamówiłam oczywiście największe lody z bitą śmietaną, a Malwina mrożoną kawę i kruche ciastko. Przy stoliku obok siedział mężczyzna i ciągle przypatrywał się Malwinie. Była speszona, bo nie miała zbyt dużo doświadczeń z facetami, poprzez swój rozmiar. Moim zdaniem faceci byli głupkami, bo była tak pełna sexu, że niejedna taka chudzina, jak ja wysiadała w przedbiegach:). Peszyła się, gdy tamten usiłował łapać jej wzrok, musiałam kopem pod stołem ją ośmielać:) Facet był do rzeczy, wysoki, postawny, miał też coś z puszystości, ale widać było, że stara się trzymać stałą wagę. Miał piękne niebieskie oczy i niesamowite spojrzenie, które taksowało Malwinę, aż skry szły... Siedzieliśmy tak i elekryzowało w powietrzu od ich skrzyżowanych spojrzeń. W końcu odważył się i podszedł do naszego stolika:
- Witam serdecznie, mam na imię Zbigniew, czy mogę mieć zaszczyt zaprosić panią na kolację, albo do kina? - zapytał, całując Malwinę w rękę. Zaniemówiłyśmy obie, ja cichutko modliłam się by ta wariatka się zgodziła, no i zgodziła się po wstępnych pogaduchach, ale władowała i mnie, bo on miał kumpla. Wracając, myślałam, że ją zabiję...:) Umówiła nas na kolację w piątkowy wieczór. Pojechałysmy taksówką, weszłyśmy do restauracji i zaniemówiłam... Bardzo wyrafinowany klimat lokalu mnie poraził, jeju, pomyślałam, tutaj bedzie z sześć widelców do jedzenia różnych potraw:)) Zbyszek poderwał się od stolika i podszedł do nas, pomógł nam pozbyć się płaszczy i obejmując Malwinę poprowadził nas do stolika. Jego znajomy, ten dla mnie;), hmm niekiepski towar, hihih, tylko, że blondyn, ale co mi tam i tak za niego przecież nie wyjdę... Wieczór przy kolacji upłynął cudownie, Malwina była w żywiole, po wstępnych ostrożnościach , teraz ukazywała w pełni swoją klasę. Bawiliśmy się wszyscy znakomicie, alkohol lał się, można powiedzieć strumieniami... Przyszedł czas, gdy musieliśmy opuścić restaurację. Zbyszek i Artur, bo tak na imię miał, ten dla mnie:), zaproponowali dokończenie imprezki u nich w domu... Miałysmy ostre wstawienie alkoholowe, więc nietrudno było wydobyć od nas zgodę:) Pojechaliśmy do fajowej chatki. Trzy olbrzymie pokoje i zajefajna kuchnia z ogromniastym stołem... Powiem w sekrecie, że stół by użytkowany na maxa, ale to za chwilkę:). Dostałyśmy po lampce szampana, popłynęła muzyczka... Malwinkę opętało, uwielbiała tańczyć, nie wspominając o jej specjalizacji w rozbierankach, na poziomie światowym:)) Zaczęła swoje wygibaski, piersi ładnie falowały w rytm, Zbyszek nie odrywał wzroku od niej. Przyłączył się i mieliśmy z Arturem niezłe show... Dwa tańczące brzuchacze:), wyprawiały cuda... Jej pulchna pupa wywijała niemal ósemki, a on jak piesek podążał za nią... W ten sposób, niebawem ukazały się zgrabniutkie nóżki Malwiny, a i góra została lekko odsłonięta. Kibicowaliśmy im, klaskaliśmy, ubaw był niesamowity:). Zbigniew na kolanach błagał ją by odsłoniła resztę.
- Błagam moja misianko, pokaż swoje fałdeczki, chcę je zjeść - skamlał... Malwinie tylko tego trzeba było, jak kotka prężyła swoje niezliczone góreczki i niebawem stanęła przed nami w samej bieliźnie. Artur gwizdnął przeciągle,
- Malwina! - niemal krzyknął - jak na takiego pulchniaczka, mniammmm, ale masz smakowite to i tamto - już też był przy niej i ugniatał te fałdeczki. Miałam niezłą zabawę, miałam spokój, a moja psiapsiuła, oblegana przez dwóch samców... Na klęczkach chodzili za nią, jak dwa grzeczne pieski, bawiłam się znakomicie:)). Malwinka podnosiła swoje obfite kształty, miętosiła te bułeczki i doprowadzała ich do białej gorączki... Co jakiś czas im się trafiło liznąć tu czy tam, ale generalnie tylko drażniła. Zbyszek powstał na nogi i zdecydowanym ruchem przystąpił do pozbycia się ogranicznika jej piersi. Udało mu się i dwie olbrzymie kule wyskoczyły, sutki pokaźnych rozmiarów stały na baczność i aż warczały i błagały o ich usta. Artur ze Zbyszkiem przystąpili do akcji, zaczęli lizać, ssać i pieścić, każdy po jednym cycuszku. Ręce im bładziły po wszyskich wałeczkach Malwiny... Wstałam i wyszłam do kuchni, dając im swobodę w działaniu:). Usiadłam przy stole i paliłam papierosa, uśmiechałam się, bo słyszałam gardłowe krzyki Malwiny, czyli przystąpili do dogłębniejszych pieszczot. Słyszałam plaskanie ich ciał o jej miękkie ciało, zajrzałam na chwilkę i ujrzałam błogi wyraz jej twarzy, Zbyszek od tyłu popychał ją swoim koniem, a ona mając konia Artura między piersiami dopełniała mu rozkoszy jezykiem. Żałowałam, że nie mam kamerki, wygladali super:). Odwrócili ją na plecy i poprzez lizanie wszelkich zagłębień w jej sadełku na udach, język Zbyszka dotrał do mięsistej pizdeczki... Jak oszalały zatopił się w niej, wyrażając swój zachwyt nad miekkością muszelki, w tym czasie Arti, doszedł między jej piersiami i palcami masował swój balsamik na skórze, dając ustom czasem posmakować... Położyłam się na stole w kuchni i nie przeszkadzając im zaczęłam się sama pieścić, palce same odnalazły zalaną nektarem moją różyczkę i popadłam w trans samozaspakajania. Musiałam być dość głośna, bo gdy wreszcie osiągnęłam zamierzony cel, cała trójka stała w drzwiach i obserwowała co ja wyprawiam:)... Wstałam, przeprosiłam, że im weszłam w paradę na co Artur od razu mi przerwał:
- No co ty, zaraz się tobą zajmiemy...- położył mnie na stole i błyskawicznie pozbył się moich ubrań, rozłożył mi szeroko uda i język już wirował w moim gniazdku. Zarejestrowałam tylko półprzytomnym wzrokiem, że Zbyszek zrobił z Malwiną to samo, złapałyśmy się za ręce i znosiłyśmy te niebiańskie "tortury":). Miętosiłam jej pulchniutki boczek i pierś, którą sięgnęłam, a ona się śmiała, że moje ciało jest nie do uchwycenia:), więc zatopiła palce we włosach Zbyszka... Muszę przyznać, że przyjemnie było mieć rączki pełne jej miękkości:). Po wylizaniu naszych cipulek, jak na komendę wypięłyśmy tyłki i równym tempie pieprzyli nas od tyłu... Zbyszek masował Malwinie, każdą pulchność był zachwycony jej ciałem, zaczęłam się uśmiechać w duchu, że zacznę mieć kompleksy:)) Po maratonie, jak na komendę spuścili nam na plecy swoje nektarki i my we dwie zniknęłyśmy w łazience... Malwina była wniebowzięta,
- Gocha, jakie on ma fajowe ciałko, takie miękkie, jak ja. Jest mi z nim boskoooo! - cieszyła się jak dziecko z nowej zabawki:)
- Super, że tak się spasowaliście - śmiałam się - i muszę się przyznać, że dziś szalenie żałuję, że brak mi sadełka - śmiałyśmy się obie... Po powrocie Malwina, znów wylądowała na stole, obaj dorwali się do jej puszystych zakątków, doprowadzając ją do niesamowitych uniesień, ja miałam frajdę zabawiać się jej piersiami, odkryłam w sobie nowe zapotrzebowania:)... Naprawdę przyjemnie było zanurzać się w tych jak chmurka miękkościach, otulały tak słodko, że pokochałam każdy centymetr Malwiny:)) Chłopaki byli niezmordowani i wymęczali Malwinie każdy skrawek, ja miałam trochę lżej, ale Artur dbał o to bym nie czuła się zaniedbana... Tak minęła nam słodka noc. Nad rankiem po chwilowej drzemce, wypiliśmy we czwórke kawę, a my umknęłyśmy do domu. Wracając Malwina ciągle paplała o Zbyszku... Zastanawiałam się, czy jeszcze go spotyka, ale nie chciałam psuć jej szczęścia... Minęło trochę czasu, bo maturę już miałyśmy za sobą. Malwina regularnie spotykała się ze Zbyszkiem, choć nigdy już nie powtórzyliśmy wspólnych harców i któregoś dnia bum! Dostałam zaproszenie na ich ślub... Cieszyłam się niesamowicie, oczywiście zostałam poproszona na świadka, a zgadnijcie z kim:))), oczywiście z Arturem. Dziś już wam nie opowiem, jaka to była noc poślubna, ale może kiedyś, kto wie...:))) Zdradzę tylko, że Malwinka ze Zbyszkiem, nadal puszyści, mają już spory staż małżeński i z tego co wiem intensywnie wykorzystują sypialnię, no i.....stół w kuchni:).