Pod prysznicem
Dzisiaj zaproszę do kabiny
Gdzie woda spływa ciepłym strumieniem
Namydlę gąbkę wonnym żelem
Ciało wypieszczę czułym spojrzeniem
Wtulę się brzuchem w Twoje lędźwie
Dłonie już suną od piersi w dół
Potem znów w górę i znowu niżej
Gdzie już pulsuje męski ból
Namydlam powoli . . . jeszcze wolniej . . .
Z ust twoich słyszę rozkoszny jęk
Przesuwam dłonie na pośladki
I w górę pleców - znów cichy dźwięk
Językiem pieszczę szyję, ucho
Ręce pracują to tu . . . to tam . . .
Klękam powoli, ręce zjeżdżają
Namydlam uda . . . tak dobrze nam
Woda wypieszcza obydwa ciała
Już się zaciera czas tu i teraz
Ciała kołyszą się, ocierają
Chwila spełnienia nam się otwiera
Zarzucam ręce na twoją szyję
Nogi objęły w talii ciebie
Wchodzisz głęboko w chętne ciało
Już tracę oddech . . . gdzie jestem nie wiem
A potem . . . otulasz mnie ręcznikiem
W kołyskę swoich ramion bierzesz
Ustami spijasz me rozedrganie
W twą wirtuozję już dzisiaj wierzę
Kładziesz mnie w pościel miekką, śliską
Teraz ja wtapiam się w twoją głębię
Powolne ruchy stęsknionych bioder
Czytam z twej twarzy jak ci przyjemnie
Owiewam szeptem twoje pragnienia
Spełniam to wszystko co oczekujesz
Mocno nogami trzymam za biodra
Me rozpalenie tak mocno czujesz
Gdy już przestanie twój świat wirować
Zobaczysz wzrok mój w ciebie wpatrzony
Z czoła odgarnę spocony kosmyk
Grymas twej twarzy tak rozmarzony