pewien jesienny wieczór...
Był wrzesień. Na dworze szaruga i deszcz. Krople wody stukały w szyby okien. W domu ja i on... Siedzimy przytuleni na dywanie i popijamy wino...
Dookoła ciemno i zimno tylko od gasnacego ognia w kominku biło delikatne ciepło...powodujące u mnie delikatne dreszcze...a może to inny dreszczyk...po raz pierwszy od wielu dni zostaliśmy sami i możemy spokojnie podać sie drzemiacym w nas emocjom...czułam że to sie niedługo stanie...nie myliłam się ... nasze pocłunki i czułe spojrzenia stawały sie coraz goretsze i barzdziej pożądliwe... między nami było coraz więcej żaru i namietności... romantyczna delikatność