Kiedyś . . . tam . . .
Kiedyś zamilkną wszystkie usta
Na cienkiej granicy cierpienia
Tam zacznie się uśmiech pogodny
Rozświetlony srebrzystą poświatą
Ogrody pełne soczystej zieleni
Obmyją zmęczone bose stopy
Wiatr rozczesze splątane troskami włosy
Wygładzi wszystkie bruzdy na twarzy
Wyrzeźbione rozpaczą krwawiącego serca
Tam, po zachodzie słońca
Radosny uśmiech bedzie świecił z oczu
Dusza wyprostuje zgarbione plecy
Usuwając z myśli wszystkie chwasty i osty