Nie prosisz o ratunek
W słodkiej wilgoci kobiecego ciała
Toniesz, nie prosząc o ratunek
Twe ciało twardnieje od zapachu
Wygina się w piękny rysunek
Drżysz napiętą struną wulkanu
Oplatasz biodra chętnymi nogami
Wkraczasz do wnętrza pełnego żaru
Sycąc się zmysłowymi oparami