Wam opowiem ...
Wam opowiem jak Mikołaj mnie odwiedził
Dziś po wszystkim już padnięty w kącie siedzi
Ale zaraz ... od początku tu nakreślę tego dzieje
Tylko biada ... niech nikt ze mnie się nie śmieje
Miałam kieckę taką mini wtedy właśnie
Jakbym czuła że mnie cosik tutaj trzaśnie
Dzwonią dzwonki tuż za oknem tak wesoło
Jakiś dziwny dźwięk się niesie tutaj w koło
Drzwi otwieram ... co ja widzę moi mili
Na ten widok byście się tu też zdziwili
W saniach siedzi Pan Mikołaj z długą brodą
Obok reny się o kogoś chyba bodą
A rogacze ... wy niecnoty ... spokój, cisza
Wezmę laskę i wam przyrżnę jako pierwsza
Pan Mikołaj już mi zerka pod spódnicę
Co za czart wyłazi z niego właśnie widzę
Łapę pcha już do stanika, rety ... rety ...
Chyba chce napytać sobie tutaj biedy
Prezentami wspaniałymi w worku kusi
Jak mnie złapał, to myślałam że udusi
Ściska cycki, łapę wsuwa pod spódnicę
Ja z rozkoszy już na ślepia słabo widzę
Renifery niech za drzwiami sobie mokną
Podglądają te psubraty nas przez okno
Rżą ze śmiechu, cieknie im po brodzie ślina
Widząc co Mikołaj ze mną tu wyczynia
Mętlik w głowie mi narobił i ochoty
Niepodobne to do mojej wielkiej cnoty
Już caluśką mnie rozebrał, pchnął na łóżko
Pomachałam mu w zachęcie zgrabną nóżką
Ściąga pory, stawia lagę strasznie twardą
Ja rozkładam nóżki na bok bardzo hardo
Moje ciało w jego łapach tak się wiło
Łóżko z trzaskiem się pod nami rozwaliło
Rany kota ... jak to długo wtedy trwało
Zaplątało się jedno z drugim chętne ciało
Miał to szczęście, że diablica we mnie siedzi
Pogorszyli się wokoło już sąsiedzi
A od naszych tutaj krzyków tynk odleciał
Żeby każdy z nas tu wtedy właśnie wiedział
I nie myślcie że ja tutaj coś Wam plotę
Ale dwoje musi mieć na to ochotę