kochanka
Pewnego letniego, upalnego poranka
Zdmuchnęła sen z powiek moja Kochanka
Jej piękne, delikatne, gibkie ciało
Z ramion Morfeusza właśnie uciekało
Na ustach błąkał się jeden z tych uśmiechów
Który mówił wyraźnie iż jest warta grzechu
Kształty jej bujne i pełne wyrazu
Wyglądało jakby pozowała do obrazu
W cienki jedwab jedynie odziana
była przedmiotem mego pożądania
Rozpostarła ramiona w geście zaproszenia
I tak utonąłem w szale zapomnienia
Usta jej czerwone niczym płatki róży
Czciłem jak pielgrzym po długiej podróży
Oddawałem hołd jej piersiom nabrzmiałym
I innym miejscom tak zwykle skrywanym
I czułem gdzieś w sobie że tego poranka
Jest tylko Słońce, Ja i moja Kochanka
Więc co dnia bardziej czczę moją Boginkę
Moją jedyna wielką Przyjaciółkę